Zwycięstwem z rolą beniaminka pożegnały się Świeckie Pantery ogrywając w Łodzi zdegradowanego w środę z Fogo Futsal Ekstraklasy miejscowego Widzewa.
Widzew Łódź w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy przegrał z Futsalem Świecie 4:5 (3:3). Miejscowi chcieli się godnie pożegnać z elitą i odnieść pierwsze, a zarazem ostatnie zwycięstwo w rundzie rewanżowej. Nasz zespół podszedł do meczu na luzie po tym, jak w środę zapewnił sobie utrzymanie. Trener Marcin Mikołajewicz wystawił w ostatkach eksperymentalny skład. W kadrze meczowej zabrakło Bartosza Piotrowskiego, Luiza Gustavo Przybyszewskiego, Jakuba Wiśniewskiego, Mateusza Cymana, Mateusza Komura i ponownie Szymona Kocieniewskiego. Szansę gry otrzymali zawodnicy z rezerw. W bramce stanął Brajan Olkiewicz, zagrali też Marcin Wanat i Kacper Rybacki. Wszyscy zaliczyli tym samym debiuty w Fogo Futsal Ekstraklasie.
Mecz zaczął się fatalnie dla świeckiego beniaminka, który po niespełna 9 minutach przegrywał już 0:3. Już w 39. min. strzałem z dystansu Olkiewicza zaskoczył Filip Marton. W 7. min., po sprytnie rozegranym rzucie wolnym z 7 metrów, na 2:0 podwyższył Dmytro Rybicki. 56 sekund potem Widzew zadał trzeci cios, a do siatki z bliska trafił Aleksander Bobrowski. W 10. min. Marcin Mikołajewicz wziął czas, by porozmawiać ze swoimi zawodnikami. Po nim nasi piłkarze zaczęli grać lepiej i stwarzać okazje. W 13. min. w krótkim odstępie czasu zdobyli dwie bramki po rzutach rożnych. Najpierw z dystansu celnie przymierzył Marcin Mrówczyński, a 32 sekundy potem, po zagraniu z narożnika boiska „Mrówy”, z powietrza nie do obrony kropnął Piotr Kaczkowski. W 15. min. gospodarze mieli rzut karny przedłużony, ale Danil Baliazin (zmienił na chwilę Olkiewicza) obronił strzał Jeffersona Ortiza. Dwie minuty potem po świetnym zagraniu Marcina Mrówczyńskiego do remisu doprowadził Matheus Inacio. Pantery mogły do przerwy wyjść na prowadzenie, ale dobrych okazji nie wykorzystali Inacio i Piotr Kaczkowski. Świecianom należał się też rzut karny za obronę strzału „Mrówy” ręką przez Sebastiana Baco, ale o dziwo sędziowie po wideoweryfikacji go nie przyznali.
Po przerwie w naszej bramce pojawił się Danil Baliazin. W 22. min. popełnił on kosztowną stratę na środku boiska na rzecz Sebastiana Baco, a Słowak przytomnie posłał piłkę do pustej bramki i Widzew znów prowadził. Potem młody golkiper odkupił swoje winy popisując się kilkoma udanymi interwencjami. W naszej drużynie chrapkę na gola w debiucie miał Krystian Rybacki, lecz ani razu strzałami z dystansu nie udało mu się pokonać Huberta Dąbrowskiego. W 2. części na boisku pojawił się też Maciej Żurek i miał jedną dobrą okazję, ale także czujny był Dąbrowski. Bliski dubletu był Kaczkowski, lecz minimalnie przestrzelił po kolejnym rzucie rożnym. W 32. min. do remisu doprowadził Karol Czyszek popisując się znakomitym uderzeniem z rzutu wolnego z niemal połowy boiska. Łodzianie w końcowych minutach zaczęli grać z „lotnym bramkarzem”. Ten manewr nie przyniósł im powodzenia. W 38. min. po przechwycie piłki przed własnym polem karnym Marcin Mrówczyński oddał strzał do pustej bramki. Sebastian Baco próbując głową przeciąć lot futsalówki, jednak uczynił to nieskutecznie, bo piłka wpadła do siatki, a gol został zapisany jako samobójczy. Miejscowi jeszcze próbowali uratować remis, lecz nasza drużyna na to nie pozwoliła, a w samej końcówce jeszcze bramkę mógł dołożyć „Mrówa”, jednak Dąbrowski był na posterunku.
Debiutancki sezon w elicie Futsal Świecie kończy na 11. miejscu z dorobkiem 31 pkt.
Widzew Łódź – Futsal Świecie 4:5 (3:3)
Bramki: Marton (1’), Rybicki (7’), Bobrowski (9’) – Mrówczyński (13’), Kaczkowski (14’), Inacio (17’), Czyszek (32’), Baco (38’ – samobójcza).
![]()
Futsal: Olkiewicz – Mrówczyński, Wanat, Kaczkowski, Inacio oraz Elsner, Czyszek, Rybacki, Zaręba, Żurek.

