Pechowo stracona bramka na 1:1 w ostatniej sekundzie pierwszej połowy podcięła skrzydła świecianom, którzy dzielnie bronili do tego czasu wyniku. Po przerwie wrocławianie stworzyli więcej okazji, grali konsekwentnie i dołożyli dwa kolejne gole, odnosząc pewne zwycięstwo.
Trener Futsalu Świecie, Marcin Mikołajewicz postanowił po raz pierwszy desygnować w pierwszej „piątce” między słupkami Danila Baliazina. Świecianie w swoim stylu mocno rozpoczęli spotkanie. Już w 3. minucie Piotr Kaczkowski wypatrzył Matheusa Inacio, a ten zdołał jeszcze przełożyć sobie piłkę na drugą nogę i pokonał golkipera Śląska. Goście za wszelką cenę chcieli szybko odrobić tę stratę, a „Pantery” liczyły na akcje z kontry. Po jednej z nich w 7. minucie Inacio odegrał do „Mrówy”, ale jego strzał obronił Stefano Gustavo. Wrocławianie z każdą kolejną minutą atakowali z większym animuszem. Po strzale Rafale Silvy z najwyższym trudem interweniował Baliazin. Groźny pod bramką „Panter” był również Nicolas Tumkiewicz, który raz za razem nękał świecką defensywę. Goście często szukali swoich szans ze stałych fragmentów w których bili piłkę w pole karne do zawodnika stojącego blisko słupka, który próbował zaskoczyć bramkarza strzałem piętą. W jednej z takich sytuacji Dominik Ostrak podawał do Rafaela Lopeza, ale ten nieznacznie chybił. W ekipie gospodarzy najaktywniejsi w pierwszej połowie byli Matheus Inacio i Piotr Kaczkowski. Kapitan „Panter” nie dość, że stwarzał sobie sytuacje w ataku to jeszcze w jeden z sytuacji uratował nasz zespół wybijając piłkę z linii po strzale Liona Ribeiro. W końcówce pierwszej połowy goście mocno przycisnęli. Na 13 sekund przed przerwą Leonardo Santana trafił w słupek. Dokładnie w ostatniej sekundzie pierwszej połowy, błąd przytrafił się Marcinowi Mrówczyńskiemu, który próbując wybić piłkę spod własnej bramki nabił ją praktycznie na Luiza Claudio Sampaio, a ta wpadła do siatki. Świecianie sprawdzali jeszcze na video, czy gol wpadł w regulaminowym czasie, ale sędziowie uznali to trafienie.
Tuż po wznowieniu gry, „Mrówa” był bliski rehabilitacji, ale po podaniu od Matheusa Inacio, oddał minimalnie niecelny strzał. Goście z Wrocławia atakowali coraz śmielej, a Baliazin miał coraz więcej pracy, notując przy tym kilka niezłych interwencji, jak chociażby w 23. minucie po dwóch strzałach Liona Ribeiro. Na nieszczęście dla „Panter” w jednej z kolejnych akcji Marcinowi Mrówczyńskiemu odnowiła się kontuzja. Wrocławianie atakowali z takim animuszem, że bramka praktycznie wisiała w powietrzu. W końcu świecka defensywa skapitulowała w 29. minucie, gdy dośrodkowanie od Liona Ribeiro wykorzystał Nicolas Tumkiewicz. Dokładnie minutę później na listę strzelców wpisał się Rafael Silva uderzając mocno po ziemi tuż obok słupka i interweniującego Baliazina. Najlepszą okazję dla gospodarzy miał w 34. minucie Noel Gomez, ale po tym jak minął dwóch rywali, jego strzał fenomenalnie obronił Gustavo Stefano. Ostatnie trzy minucie gospodarze grali z wycofanym bramkarzem, ale w tym okresie zdołali tylko raz zagrozić bramce Śląska po strzale Hugo Ramady. Do końca meczu wynik już się nie zmienił i Futsal Świecie podobnie jak przed rokiem przegrał we własnej hali ze Śląskiem Wrocław dokładnie w takim samym rozmiarze 1:3, przerywając w ten sposób serię trzech zwycięstw z rzędu we własnej hali.
Wynik meczu:
Futsal Świecie – Jaxan Śląsk Wrocław 1:3 (1:1)
Bramki:
Futsal Świecie: Matheus Inacio 3’
Śląsk: Claudio Sampaio 20’, Tumkiewicz 29’, Rafael Silva 30’
Żółte kartki: Claudio Sampaio, Leonardo Santana (Wrocław)

