Futsal Świecie po raz pierwszy w historii pokonał Red Dragons Pniewy, zwyciężając 7:4 (2:1), w meczu w którym gole padały jak bokserskie ciosy. Więcej trafień zadali świecianie, którzy odnieśli zasłużone zwycięstwo. Futsal Świecie w trzecim domowym meczu odniósł trzecią wygraną.
Pierwsza połowa, a przynajmniej jej początek nie zapowiadały tak ostrego strzelania. Obie drużyny stwarzały sobie sporo sytuacji, ale górą okazywali się bramkarze. Szczególnie mogła się podobać interwencja Bartka Piotrowskiego z 10. minuty, kiedy to wybronił strzały Błaszyka i Stankowiaka. Na pierwszą bramkę przyszło kibicom czekać do 11. minuty kiedy to Alexandre Miranda odebrał piłkę Knizsowi i po prostu celnie uderzył do siatki. Gospodarze cieszyli się z prowadzenia jednak tylko 20 sekund. „Smoki” wyrównały po tym, jak Parra Toloza idealnie dośrodkował po ziemi do Błaszyka, a ten zakończył akcję. W 18. minucie „Świeckie Pantery” odzyskały prowadzenie po niemal kopii akcji, jak w przypadku pierwszej bramki, tyle tylko, że tym razem piłkę zabrał rywalowi Noel i w pojedynkę zdobył gola.
W drugiej połowie Kibice w świeckiej hali oglądali prawdziwy grad bramek i akcje cios za cios. Bohaterami początku drugiej połowy byli Karol Czyszek i Piotr Kaczkowski. Już minutę po wznowieniu gry, świecianie wywalczyli piłkę w środkowej strefie, Czyszek odegrał do kapitana „Panter”, a ten zdobył gola na 3:1. Goście znów zdołali odpowiedzieć dość szybko. W 25. minucie wysoką piłkę od Błaszyka głową do siatki skierował Bartłomiej Gładyszewski. Trzy minuty później ponownie dał o sobie znać duet Czyszek – Kaczkowski i ponownie asystę zaliczył ten pierwszy, a do bramki trafił „Kaczek”, który grał w tym fragmencie jak z nut. Dla Piotra Kaczkowskiego były to pierwsze bramki w tym sezonie, a mógł spokojnie ustrzelić nawet hat-tricka, bo w kolejnych minutach miał jeszcze dwie dogodne sytuacje. Ekipa Red Dragons nie dawała jednak za wygraną i w 35. minucie ponownie zmniejszyła straty po bramce Aleksandra Kozaka. Odpowiedź świecian znów jednak była błyskawiczna. Dosłownie pół minuty później, Noel wypatrzył Mirandę, a ten trafił na 5:3. Goście, nie mając wiele do stracenia wycofali bramkarza. Przyniosło im to efekt w 36. minucie, gdy kontaktowego gola zdobył Parra Toloza.
Końcówka drugiej połowy przypominała walkę bokserską wagi ciężkiej, w której bokserzy co chwilę okładają się uderzeniami. Dwa nokautujące ciosy zadali jednak zawodnicy Futsalu Świecie. W 37. minucie po faulu na „Picie” sędzia podyktował rzut wolny. Miranda wyłożył jak na tacy piłkę do Mrówczyńskiego, a wracający po kontuzji „Mrówa” mocnym strzałem wpisał się na listę strzelców. Portugalczyk Miranda z kolei do dwóch goli w tym meczu dołożył również asystę. Goście konsekwentnie grali z wycofanym bramkarzem. Na niespełna trzy minuty przed końcem, Davidson Silva, upadając na parkiet lekko musnął piłkę w kierunku Noela, a Hiszpan precyzyjnie przymierzył i trafił na 7:4 z własnej połowy do pustej bramki „Smoków”. Wynik do końca już się nie zmienił. Świecianie przełamali w ten sposób złą serię spotkań z zespołem Red Dragons, wygrywając w końcu za czwartym podejściem. Drużyna z Pniewów z kolei zanotowała szóstą ligową porażkę z rzędu i pozostaje już jedynym zespołem bez punktów w tabeli
Fogo Futsal Ekstraklasy.
Wynik meczu:
Futsal Świecie – Enea Red Dragons Pniewy 7:4 (2:1)
Bramki:
Futsal Świecie: Miranda 11’, 36’, Noel 18’, 38’, Kaczkowski 22’, 28’, Mrówczyński 37’
Red Dragons: Błaszyk 11’, Gładyszewski 25’, Kozak 35’, Parra Toloza 36’
Żółte kartki: Stankowiak, Błaszyk, Siuda, Guilherme, Parra Toloza, Kozak (Red Dragons), Davidson Silva (Futsal Świecie)

